Wiecie, to niesamowite, gdyby mi to ktoś opowiadał to nie wiem, czy bym uwierzyła, ale teraz kiedy sama tego doświadczam, to wiem na milion % że życie w innym wymiarze istnieje i że możemy komunikować się z osobami, które opuściły już swoje ciało. Tak jest z moją Marysią. Dzisiejszego ranka, a w zasadzie już od wczoraj miałam melancholijny nastrój i bardzo tęskniłam za Marysią. Dużo o niej myślę każdego dnia, często bardzo pozytywnie, dziękując za to, że mogłam ją mieć przez te kilka lat i tak wiele się nauczyć o życiu i miłości. Dzisiaj, kiedy pozostają tylko wspomnienia, mogę jedynie prowadzić z nią monolog, ale Ona zawsze odpowiada. I właśnie, kiedy piłam przed chwilą kawę, zwyczajnie o niej myślałam. Oglądałam telewizję i gdy odstawiałam kubek "przez przypadek" rzuciło mi się o czy serduszko. Ktoś może pomyśleć, że sama tego wyszukuję, ale wierzcie mi - nie da się! Tak jak się nie da sfabrykować serca na niebie, naleśniku, w kamieniu, czy tego na kawie;) Ona po prostu dała mi znak, że jest szczęśliwa. Rankiem ja o to prosiłam, a teraz o 16.00 dostałam znak;)Dziękuję kochanie! Jestem szczęśliwa, że jest ci dobrze w niebie. I wierzę, że następnym moim szczęściem będzie dzień, kiedy się tam spotkamy!
Główną bohaterką bloga jest śp. niezwykła Marysia, która pomimo lekoopornej padaczki, małogłowia,licznych naczyniaków,znacznej skoliozy oraz wrodzonej wady przepony i stopy.. była cudownym dzieckiem, który odmienił moje życie. Blog jest poświęcony głównie Marysi, jak również innym ciekawostkom. Celem bloga jest wsparcie psychiczne i merytoryczne dla rodziców zmagających się z traumą choroby dziecka. MARYSIU! Dzięki Tobie powstała książka o niezłomności życia - Życiowa zwrotnica."
sobota, 10 sierpnia 2013
Tylko to zostało....
czwartek, 8 sierpnia 2013
Szczepienia i tajemnice korporacji farmaceutycznych! SZOK !
Wracając jeszcze do tematu szczepień - jak wiecie ja jestem absolutną przeciwniczką szczepień, ale szanuję i nie neguję osób, które to robią, w końcu każdy człowiek ma prawo decydować o sobie i swoich dzieciach. Mam jednak dobrą wiadomość dla tych, którzy się obawiają kar za nie zaszczepienie dziecka - otóż Naczelny Sąd Administracyjny niedawno wydał wyrok mówiący o tym, że sanepid nie ma prawa karać grzywnami rodziców, którzy odmówili zaszczepienia dzieci. To wspaniała wiadomość , prawda Moniko:)?
Nie tylko Sanepid nie może już nakładać kar finansowych, ale ponadto powinien zwrócić rodzicom wszystkie kary, które nałożył wcześniej przed ukazaniem się wyroku NSA.
To dobra wiadomość dla każdego! - ponieważ wiem, że wielu z was szczepiło tylko dlatego z obawy przed sankcjami i sprawami sądowymi , czyli dla świętego spokoju, chociaż wewnątrz serca czuliście inaczej. Dzisiaj każdy może podjąć własną i świadomą decyzję! - nie musząc się obawiać o groźby ze strony Sanepidu. Jeśli więc ktoś został poszkodowany przez Sanepid, na teraz prawo wystąpić do niego z wnioskiem o zwrot kosztów poniesionych na zapłatę grzywny.
Uśmiech ciśnie mi się na usta, bo wczoraj późnym wieczorem na TVN Style oglądałam program dotyczący przekrętów korporacji farmaceutycznych. Wypowiadali się ludzie, którzy ponieśli poważne uszczerbki na zdrowiu, a niektórzy w efekcie późniejszą śmierć, z powodu tego, iż przyjmowali leki, które miały tragiczne w konsekwencjach środki uboczne! W dokumentalnym programie :"Tajemnice korporacji", mówiono głównie o leku na osteoporozę, czyli chorobę kruchości kości i w konsekwencji częstych złamań. Firmy farmaceutyczne są do tego stopnia bezwzględne, że przeprowadzają publiczne tzw dni leczenia , zapobiegania osteoporozie - gdzie ciężarówka z lekarzem, plakaty skłaniają przechodniów, głównie ludzi w wieku średnim po 50 rż do bezpłatnego badania gęstości kości. WIększość ludzi się na to kusi, bo chcąc stosować profilaktykę, chętnie wykonują takie badania. CO się okazuje? Ze komputer wskazuje na nieprawidłową gęstość kości u pacjenta. ALe nikt nie informuje przed, w trakcie ani po badaniu, że odpowiednikiem - czyli progiem gęstości kości, firma farmaceutyczna przyjęła gęstość 30 letniej kobiety. Tak, że każdy kto jest powyżej tego wieku naturalnie będzie miał inną gęstość kości. Nawet ja:) bo leci mi 36 rok:) Podejrzewam, że gdybym wykonała takie badanie miałabym odchylenia od normy i aż strach pomyśleć co byłoby dalej! Kobieta, która była zdrowa, aktywna, miała 50 kilka lat wykonała owe badanie, a lekarz zalecił przyjmowanie leku na osteoporozę. Kobieta brała lek 8 lat, a stan jej zdrowia z roku na rok znacznie się pogarszał, tak, że z powodu ogromnego jak opisywała bólu szczęki - nie mogła mówić. Skutkiem ubocznym przyjmowania leku była martwica żuchwy. Mało tego - Firmy farmaceutyczne przeprowadziły badania, że lek zmniejsza ryzyko złamań o 50 &, ale nikt nie zaznaczył że owe ryzyko wynosi - zgadnijcie ile?????????
Nie tylko Sanepid nie może już nakładać kar finansowych, ale ponadto powinien zwrócić rodzicom wszystkie kary, które nałożył wcześniej przed ukazaniem się wyroku NSA.
To dobra wiadomość dla każdego! - ponieważ wiem, że wielu z was szczepiło tylko dlatego z obawy przed sankcjami i sprawami sądowymi , czyli dla świętego spokoju, chociaż wewnątrz serca czuliście inaczej. Dzisiaj każdy może podjąć własną i świadomą decyzję! - nie musząc się obawiać o groźby ze strony Sanepidu. Jeśli więc ktoś został poszkodowany przez Sanepid, na teraz prawo wystąpić do niego z wnioskiem o zwrot kosztów poniesionych na zapłatę grzywny.
Uśmiech ciśnie mi się na usta, bo wczoraj późnym wieczorem na TVN Style oglądałam program dotyczący przekrętów korporacji farmaceutycznych. Wypowiadali się ludzie, którzy ponieśli poważne uszczerbki na zdrowiu, a niektórzy w efekcie późniejszą śmierć, z powodu tego, iż przyjmowali leki, które miały tragiczne w konsekwencjach środki uboczne! W dokumentalnym programie :"Tajemnice korporacji", mówiono głównie o leku na osteoporozę, czyli chorobę kruchości kości i w konsekwencji częstych złamań. Firmy farmaceutyczne są do tego stopnia bezwzględne, że przeprowadzają publiczne tzw dni leczenia , zapobiegania osteoporozie - gdzie ciężarówka z lekarzem, plakaty skłaniają przechodniów, głównie ludzi w wieku średnim po 50 rż do bezpłatnego badania gęstości kości. WIększość ludzi się na to kusi, bo chcąc stosować profilaktykę, chętnie wykonują takie badania. CO się okazuje? Ze komputer wskazuje na nieprawidłową gęstość kości u pacjenta. ALe nikt nie informuje przed, w trakcie ani po badaniu, że odpowiednikiem - czyli progiem gęstości kości, firma farmaceutyczna przyjęła gęstość 30 letniej kobiety. Tak, że każdy kto jest powyżej tego wieku naturalnie będzie miał inną gęstość kości. Nawet ja:) bo leci mi 36 rok:) Podejrzewam, że gdybym wykonała takie badanie miałabym odchylenia od normy i aż strach pomyśleć co byłoby dalej! Kobieta, która była zdrowa, aktywna, miała 50 kilka lat wykonała owe badanie, a lekarz zalecił przyjmowanie leku na osteoporozę. Kobieta brała lek 8 lat, a stan jej zdrowia z roku na rok znacznie się pogarszał, tak, że z powodu ogromnego jak opisywała bólu szczęki - nie mogła mówić. Skutkiem ubocznym przyjmowania leku była martwica żuchwy. Mało tego - Firmy farmaceutyczne przeprowadziły badania, że lek zmniejsza ryzyko złamań o 50 &, ale nikt nie zaznaczył że owe ryzyko wynosi - zgadnijcie ile?????????
2%
Tak!!!! Tylko marne 2 %, , a więc skuteczność leku- czyli zmniejszenie ryzyka złamań kości działa na 1% populacji!!!!
Żenujące! Wypowiadał się jeden profesor oburzony tym faktem, który bardzo trafnie to skomentował, iż starzenie się kości, a więc zmiana ich gęstości jest rzeczą naturalną - której nie trzeba leczyć! Przecież skóra też się starzeje i wszyscy mamy zmarszczki i nie bierzemy na to żadnych leków! To proces naturalny związany z wiekiem i starzeniem się organizmu. Żałuje, że nie obejrzałam całego programu, bo było już bardzo późno, ale to co widziałam i słyszałam podtrzymuje jedynie moje wątpliwości co do wielu rekomendowanych leków, i utwierdza mnie w przekonaniu, że leczenie które stosuję - czyli zioła i naturalne mixtury naszych babć - zioła i inne produkty pszczele są niezastąpione!
Kochani! jeżeli ktoś z waszej rodziny bierze ten chłam na osteoporozę - proszę ostrzeżcie go! bo nie uratuje kości, a wręcz przeciwnie nabawi się ich martwicy!
Pamiętacie batonik i puszkę?
Niedawno odebrałam gotowe obklejone puszki skarbonki, do których miały być zbierane pieniądze na delfinoterapię dla Marysi. Na pewno pamiętacie sondaż na blogu, które zdjęcie ładniejsze? Przez nagłą śmierć Marysi zapomniałam napisać, że wygrała niebieska naklejka. Teraz, kiedy się jej przyglądam, dostrzegam tę zależność, że jakoś często towarzyszyły jej chmurki. Nawet na tych puszkach są one widoczne. Zupełnie tak jakby wiedziała, że niedługo znajdzie się wśród nich. Mam 30 takich puszek z Marysią. Dzieci moje mają je jako skarbonkę, a ja również wrzucam tam moniaki, w nadziei, że się rozmnożą;)
Jestem wam winna zdjęcia tej puszki. Ponieważ już nigdy ich nie wykorzystam, jestem w stanie oddać je osobie, która np ma chore dziecko lub zamierza przeprowadzić zbiórkę publiczną na dowolny cel. Puszki są nowe nie używane. Kupiłam je w kwietniu przed śmiercią Marysi, a zaraz po niej, były gotowe do odebrania.... Jeśli ktoś z Was chciałby mieć taką puszkę z Marysią to dajcie znać - chętnie ją wyślę. Trzeba będzie ponieść jedynie koszt przesyłki paczki pocztowej. Może ktoś ma ochotę mieć taką skarbonkę. Może to brzmi intrygująco, ale wiem, że niektórzy z was czują wyjątkową bliskość z Marysią - dlatego tak pomyślałam. Do puszek mam metalowe plomby, także nowe. Jeśli ktoś chciałby wykorzystać puszki w innym celu, wystarczy nakleić na nie nową inną naklejkę. Pozdrawiam Was kochani!
Acha, pytacie o książkę. Już odpowiadam. Dostałam dzisiaj wiadomość na maila, że zostałą do mnie wysłana książka do przejrzenia i akceptacji. Po powrocie redaktor naczelnej z urlopu, dostanę okładkę, którą będę mogła już upublicznić i informację o dokładnym terminie emisji. Nieoficjalnie wiem, że będzie to na pewno początek września. Ale jeszcze w sierpniu będziemy znali wszystkie szczegóły. Będę oczywiście na bieżąco informować wszystkich zainteresowanych na blogu i fb:)
Pozdrawiam was gorąco i dziękuję, że jesteście ze mną!
Jestem wam winna zdjęcia tej puszki. Ponieważ już nigdy ich nie wykorzystam, jestem w stanie oddać je osobie, która np ma chore dziecko lub zamierza przeprowadzić zbiórkę publiczną na dowolny cel. Puszki są nowe nie używane. Kupiłam je w kwietniu przed śmiercią Marysi, a zaraz po niej, były gotowe do odebrania.... Jeśli ktoś z Was chciałby mieć taką puszkę z Marysią to dajcie znać - chętnie ją wyślę. Trzeba będzie ponieść jedynie koszt przesyłki paczki pocztowej. Może ktoś ma ochotę mieć taką skarbonkę. Może to brzmi intrygująco, ale wiem, że niektórzy z was czują wyjątkową bliskość z Marysią - dlatego tak pomyślałam. Do puszek mam metalowe plomby, także nowe. Jeśli ktoś chciałby wykorzystać puszki w innym celu, wystarczy nakleić na nie nową inną naklejkę. Pozdrawiam Was kochani!
Acha, pytacie o książkę. Już odpowiadam. Dostałam dzisiaj wiadomość na maila, że zostałą do mnie wysłana książka do przejrzenia i akceptacji. Po powrocie redaktor naczelnej z urlopu, dostanę okładkę, którą będę mogła już upublicznić i informację o dokładnym terminie emisji. Nieoficjalnie wiem, że będzie to na pewno początek września. Ale jeszcze w sierpniu będziemy znali wszystkie szczegóły. Będę oczywiście na bieżąco informować wszystkich zainteresowanych na blogu i fb:)
Pozdrawiam was gorąco i dziękuję, że jesteście ze mną!
środa, 7 sierpnia 2013
List od mamy
Kilka dni temu napisała do mnie pewna mama - Marta, jak się okazuje również mama rocznej Marysi:) Napisała do mnie te słowa:
Ps. cytuję za zgodą autorki
Witam Pani Anno
Nie pisałam do Pani jeszcze nigdy, bo też i nie wiem, co mogłabym napisać, choć bloga Marysieńki czytałam od dawna.
Czasem sama zastanawiałam się, dlaczego właściwie tak mnie do niego ciągnie, nie jestem urodzoną internautką, ani tego nie lubię ani nie mam na to czasu, jednak już od dawna nie ma prawie dnia abym, nie wchodziła na Pani bloga. Z niecierpliwością zawsze czekałam na kolejne zdjęcia Pani córuni, do tej pory wyszukuję tych, które umieściła Pani już dawno temu.Nie wiem dlaczego zawsze wpatruję się w zdjęcia Marysi tak uważnie... chyba mniej uwagi poświęcam na oglądanie zdjęć moich bliskich. Coś z tych zdjęć przyciąga, może to oczka Marysi, a może jej śliczna buziunia, nie potrafię tego nazwać.
Marysia była cudnym dzieciątkiem, Pan Bóg pewnie jest dumny, że ma ją w gronie swoich aniołeczków.
Nie mam zielonego pojęcia, co Pani przeszła po stracie Marysieńki. I obym się tego nie dowiedziała, bo jestem mamą. Jedno jest jednak pewne - nie doświadczę nigdy takiej miłości jaka spotkała Panią, i takiej cudnej więzi, choć kocham swoje dziecko nad życie to tego jestem pewna. Czytając Pani bloga to było czasem wyczuwalne, coś ogromnego, nieziemskiego.
Przepraszam za moje wypociny, nie wiem sama dlaczego piszę, ani jaki jest sens aby Pani w ogóle zawracała sobie głowę czytając to, ale potrzebowałam komuś to przekazać. Mężowi nawet nie próbuję, bo nie zrozumie, ale Marysia zajmuje w mojej głowie z jakiegoś powodu spory kawałek miejsca. Często o niej rozmyślam, a zrozumienie dla boskiego planu co do jej losu każdego dnia miesza się z tym, że trudno mi się jest pogodzić z tym, co się stało. Mnie - obcej osobie... Tym samym nie potrafię wyrazić żalu jaki mnie ogarnął po śmierci Marysi. Zabrzmi banalnie, ale jest mi naprawdę, naprawdę przykro.
Staram się być dobrym człowiekiem, więc jeśli kiedyś będzie mi dane trafić do nieba będę się za Marysieńką uważnie rozglądać:-) I cudnie będzie się z nią spotkać.
Życzę Pani dużo zdrówka i jak najwięcej cudownych znaków miłości od córuni
Pozdrawiam serdecznie
Marta
Tego typu piękne maile dostaję od Was kochani. A Marysia jest czujna i ostatnio daje mi coraz więcej znaków.
Wiecie, to niesamowite, ale wszędzie daje o sobie znać : Na poniższym zdjęciu widać białe serduszko - ślad przed moim domem, gdzie leżały wysypane kamyczki, które teraz Marysia ma przy grobku. Kamyczki były zrzucone z ciężarówki na jedną kopę. Kiedy mój mąż zabrał wszystkie - zobaczcie co zostawiła Marysia! To niemożliwe, aby pozostał po nich taki ! ślad:)
Wczoraj znowu pożegnała mnie typowym dla niej różówym niebem przy moim domu...
Kochana Marysiu, tak tęsknię i tak bardzo CIę kocham! Dziękuję Marysiu, że odmieniłaś moje życie i dziękuję za to, że odmieniasz życie ludzi, którzy stają na twojej i naszej drodze.... Jesteś prawdziwym Aniołem., Jestem z Ciebie bardzo dumna. Szkoda tylko, że nie mogę Ci tego powiedzieć obcałowując jak zawsze... Przyjdź do mnie znowu córeczko... Czekam na ciebie, mama...
Ps. cytuję za zgodą autorki
Witam Pani Anno
Nie pisałam do Pani jeszcze nigdy, bo też i nie wiem, co mogłabym napisać, choć bloga Marysieńki czytałam od dawna.
Czasem sama zastanawiałam się, dlaczego właściwie tak mnie do niego ciągnie, nie jestem urodzoną internautką, ani tego nie lubię ani nie mam na to czasu, jednak już od dawna nie ma prawie dnia abym, nie wchodziła na Pani bloga. Z niecierpliwością zawsze czekałam na kolejne zdjęcia Pani córuni, do tej pory wyszukuję tych, które umieściła Pani już dawno temu.Nie wiem dlaczego zawsze wpatruję się w zdjęcia Marysi tak uważnie... chyba mniej uwagi poświęcam na oglądanie zdjęć moich bliskich. Coś z tych zdjęć przyciąga, może to oczka Marysi, a może jej śliczna buziunia, nie potrafię tego nazwać.
Marysia była cudnym dzieciątkiem, Pan Bóg pewnie jest dumny, że ma ją w gronie swoich aniołeczków.
Nie mam zielonego pojęcia, co Pani przeszła po stracie Marysieńki. I obym się tego nie dowiedziała, bo jestem mamą. Jedno jest jednak pewne - nie doświadczę nigdy takiej miłości jaka spotkała Panią, i takiej cudnej więzi, choć kocham swoje dziecko nad życie to tego jestem pewna. Czytając Pani bloga to było czasem wyczuwalne, coś ogromnego, nieziemskiego.
Przepraszam za moje wypociny, nie wiem sama dlaczego piszę, ani jaki jest sens aby Pani w ogóle zawracała sobie głowę czytając to, ale potrzebowałam komuś to przekazać. Mężowi nawet nie próbuję, bo nie zrozumie, ale Marysia zajmuje w mojej głowie z jakiegoś powodu spory kawałek miejsca. Często o niej rozmyślam, a zrozumienie dla boskiego planu co do jej losu każdego dnia miesza się z tym, że trudno mi się jest pogodzić z tym, co się stało. Mnie - obcej osobie... Tym samym nie potrafię wyrazić żalu jaki mnie ogarnął po śmierci Marysi. Zabrzmi banalnie, ale jest mi naprawdę, naprawdę przykro.
Staram się być dobrym człowiekiem, więc jeśli kiedyś będzie mi dane trafić do nieba będę się za Marysieńką uważnie rozglądać:-) I cudnie będzie się z nią spotkać.
Życzę Pani dużo zdrówka i jak najwięcej cudownych znaków miłości od córuni
Pozdrawiam serdecznie
Marta
Tego typu piękne maile dostaję od Was kochani. A Marysia jest czujna i ostatnio daje mi coraz więcej znaków.
Wiecie, to niesamowite, ale wszędzie daje o sobie znać : Na poniższym zdjęciu widać białe serduszko - ślad przed moim domem, gdzie leżały wysypane kamyczki, które teraz Marysia ma przy grobku. Kamyczki były zrzucone z ciężarówki na jedną kopę. Kiedy mój mąż zabrał wszystkie - zobaczcie co zostawiła Marysia! To niemożliwe, aby pozostał po nich taki ! ślad:)
Wczoraj znowu pożegnała mnie typowym dla niej różówym niebem przy moim domu...
To widok serca sprzed bramki wyjściowej z domu.
widok z okna z domu
A to z dzisiejszej wizyty u Marysi i jej kamyczki:)
a tu zdjęcie Marysi, które mam na szafce w kuchni.
wtorek, 6 sierpnia 2013
Znak od Marysi
Ostatnio, zresztą jak co dzień, myślę o mojej kochanej Marysieńce. Pomimo iż w domu jest mnóstwo obowiązków, prania, sprzątania, to jednak nie ma dnia i godziny żebym nie myślała o mojej córeczce, którą mam jedynie w sercu, we wspomnieniach i na fotografiach. Dzisiaj smażyłam naleśniki z twarogiem i świeżą miętą oraz borówkami. Z reguły raz w tygodniu robię naleśniki, bo dzieci je lubią, a warto wykorzystać owoce sezonowe i zrobić pachnące latem i wanilią naleśniki. Nigdy przedtem, a wierzcie że w swoim życiu usmażyłam tysiące naleśników, nie zdarzyło mi się zobaczyć czegoś takiego:) od razu wiedziałam, że to znak od niej:), tym bardziej, że dzisiaj nawet mój młodszy synek czuł jej obecność w naszym domu.
To zdjęcie zrobiłam szybko, bo na patelni smażył się naleśnik i kiedy powinnam go już zdjąć - zobaczyłam bardzo bardzo wyraźne serce!
Wcześniej bym pomyślała że to przypadek lub zbieg okoliczności, ale dzisiaj wiem, że takie nie istnieją, to po prostu sygnały duszy, które odbieramy telepatycznie, czujemy sercem i często umysł nie jest w stanie tego wyjaśnić. Poza tym, mój synek także dzisiaj, ale kilka godzin wcześniej, rankiem po przebudzeniu, wybiegł z pokoju i zawołał: Mamo, mamo, Marysia tu była! Wiesz, była pięknym brązowo-złotym motylem zrobiła kółeczko po pokoju i wyleciała przez uchylone okno. To dziwne, bo być może ten sam motyl, lub podobny - brązowy w bursztynowe wzorki próbował wczoraj wlecieć mi do domu i kilkakrotnie go wyganiałam tak, że uderzał o moją rękę, i nadal próbował, więc znowu go odgoniłam tak, jak pszczołę, gdzie po raz drugi zderzył się z moją dłonią i tak trzy razy, aż w końcu odleciał. Wtedy mnie to zastanowiło i trochę skłoniło do refleksji. Myślałam wczoraj o tym motylku, bo to raczej rzadkie, aby motyl lgnął do człowieka i pomimo kilku prób odganiani go wciąż powracał. ...
Marysiu, kocham i tęsknię.....
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
Marysia
W nocy dostałam znak od Marysi, a w zasadzie dwa:). Z uwagi na intymność tych znaków nie będę ich opisywać, ale to cudowne, bo kiedy nie mogłam spać nocą, Marysia była blisko i dała mi dwa cudowne znaki:)
Dzisiaj od rana sprzątam całe mieszkanie. Dostałam Powera i nie mogę przestać. Wciąż myślę o Marysi i jak pojawiam się w kuchni podchodzę do jej zdjęcia i cmokam . Kiedy jestem w salonie, robię to samo... Brakuje mi jej, ale dostając tak cudowne maile od was, od osób, które nas nie znają, a z jakiegoś powodu kochają Marysię, to czuję, że moje marzenia się spełniły. Zawsze chciałam dać jej więcej, niż mogłam dać, chciałam, aby za jej dzielność, odwagę, cierpliwość, waleczność, wynagrodzić jej w jakiś sposób pasma cierpień które tak dzielnie znosiła. Byłam z niej zawsze ogromnie dumna i dzisiaj jestem także dumna, że miałam tak cudowne dziecko. Tak się cieszę, że Marysia za życia rozsiewała miłość i że robi to teraz. Marysiu! Opiekuj się każdym, kto ciepło o Tobie myśli i kto potrzebuje twojego wsparcia. Pomagaj rodzinom chorych dzieci, by najłagodniej jak to możliwe znosili traumę choroby dziecka. Marysiu, obiecuję, że zrobię wszystko co muszę zrobić, że postaram się z całych sił, by wspierać rodziny takie jak nasza. Wierzę, że sprostam wyzwaniu, by móc przekazać cierpiącym ludziom radość i tajemnicę, którą Ty mnie obdarowałaś....
Subskrybuj:
Posty (Atom)