środa, 9 kwietnia 2014

to zdjęcie wybraliście:)

Kochani! dziękuję za pomoc  w decyzji co zdjęcia Marysi na pomnik. Głosy były podzielone. Niektórzy głosowali za zdjęciem które mi się szczególnie podoba i ten portret mam w Marysiowym kąciku w domu- to uśmiechnięte.  Jednak zdecydowana większość osób zagłosowała na zdjęcie w kitkach. Ono też bardziej podoba się mojemu mężowi. No i wybrałam to, które uzyskało więcej głosów- czyli "kitki" - pomyślałam, że skoro to drugie mam na co dzień,  to fajnie jak "odwiedzając" Marysię, będę mogła spojrzeć jej w oczy. Pierwotnie miałam zamiar dorobić z innego zdjęcia smoczek, ale moja przyjaciółka mądrze zauważyła, że akie przerabiane zdjęcie nie będzie naturalne. Przyznałam jej rację, bo przecież wcale nie musi Marysia wyglądać jak modelka z pozującym uśmiechem- to zdjęcie jest 100% naturalne i tak będzie najlepiej - bo właśnie taka - była Marysia.  Pomnik jest w 80% ukończony, zdjęcie w porcelanie - także. Mam nadzieję, że uda nam się właśnie w ten sposób uczcić rocznicę jej odejścia.
Dziękuję raz jeszcze kochani:)

piątek, 4 kwietnia 2014

Odnalazłeś już sens w swojej codzienności?

Zaczęłam dzień od mojej ulubionej kawy, którą przywiozłam z Florydy. Jest delikatna a zarazem wyrazista w smaku z nutą wanilii, orzechów i cynamonu. Gdy zaparzam ją w ekspresie, w całym domu unosi się ten niepowtarzalny aromat. Nawet pusta filiżanka jeszcze długo nosi znamiona tego wyrafinowanego smaku. Nie tylko mnie urzekła swoim smakiem, bo znaczna część ludzi zamieszkujących inne rejony Ameryki - jak ma okazję zaopatruje się w tę wyjątkową kawę. Nie wiem co jest w niej takiego, że mogłabym ją pić niemal bez przerwy.
 Do mojej głowy wpada tak dużo myśli, że próbując je uporządkować, zmieniam wątki i tak jak zawsze piszę to, co czuję w danym momencie. Przyglądam się właśnie złotym firanom, które odbijając słoneczne światło od atłasowych złotych kuleczek - oślepiają mi oczy. Dzień zza okna wygląda pięknie i pobudza do życia. Siedzę w salonie przy stole, na moim miejscu pracy - wśród 3 komputerów, kilku książek, jakichś  notatek, w nieładzie rozrzuconych długopisów i luźnych kartek skryptu do poniedziałkowych rekolekcji z młodzieżą, które mam poprowadzić w Tczewie.
W panującej obok mnie ciszy, która wydaje się być żywa, ogarnia mnie wspaniałe poczucie wdzięczności za wszystko co mam. Prowadzę wspaniałe życie- mam udany związek, w którym zarówno mój mąż, jak i ja - możemy swobodnie realizować siebie, nie wchodząc sobie wzajemnie w drogę. Chociaż żyjemy razem, te same troski nas dotyczą, te same radości,  to jednak każde z nas ma jeszcze taki swój mały świat - na robienie rzeczy, które się kocha, czas na swoje prywatne pasje. Ja delektuje się czasem, kiedy siadam na sofie oddając się nowej lekturze, w przerwach między obowiązkami uczę się angielskiego, czerpię z życia, kiedy mam swoją godzinę by ciszy umysłu posłuchać siebie,  kiedy planuję dzień wedle własnych potrzeb i pragnień. Jeśli mam ochotę to sprzątam, piorę, lub gotuję. Jeśli nie mam na coś ochoty - po prostu tego nie robię. Mój mąż także ma swoje, no wiecie hobby samochodowe i takie tam;) Jeśli chce o czymś poczytać, przeprowadzić 10-tą z rzędu rozmowę telefoniczną, wyświadczyć przysługę przyjacielowi - po prostu to robi. To cudowne, kiedy możesz w życiu robić rzeczy, które sprawiają ci radość, bez gderania i krytycyzmu współmałżonka, bez obaw, że zostanie się skrytykowany i rozliczany z marnotrawstwa czasu, bądź braku sensu pewnych działań. To takie ważne, by nie wchodzić butami w osobisty świat  osoby, którą się kocha. Tylko wtedy związek dwojga różnych ludzi może przetrwać lata, otoczony wzajemnym szacunkiem, zaufaniem, zrozumieniem potrzeb drugiego człowieka i miłością.  Tylko w takich warunkach człowiek może wzrastać, rozwijać swój potencjał, mając z jednej strony sprzymierzeńca, przyjaciela i kompana, a z drugiej mając totalną swobodę na swoje pasje i potrzeby, choćby wyjście do fitness, na tańce, na piłkę, na kursy językowe,  na kawę do koleżanki, do kosmetyczki, czy gdziekolwiek indziej. To fajne razem zasypiać i razem się budzić, a potem każdy idzie na kilka godzin w swoją stronę, realizując siebie i dając z siebie wszystko, czym można pomóc innym, zainspirować ich, jednocześnie czerpiąc osobistą satysfakcję. Dlatego wiem, że moje życie jest wspaniałe. Ostatnia podróż do USA dokonała kolejnych tajemniczych zmian, które wciąż próbuję zgłębić i zrozumieć. Już nie mogę się doczekać, aż uporządkuje je na tyle, by dać innym pewne świadectwo. Jedynym logicznym sposobem wydaje się spisanie tego wszystkiego, co miało miejsce, a co jest dziwnie majestatyczne i ekscytujące. Dlatego wzbiera we mnie niepohamowane pragnienie opowiedzenia o tym wszystkim, co jest trudne, ale zarazem piękne i dlatego spisuję wszystkie swoje myśli w formie luźnych wątków, które jak Bóg da - może jeszcze z końcem tego roku przybiorą postać duchowej powieści, popartej dowodami życia pewnej kobiety i moimi doświadczeniami. Myślę, że wkraczamy w erę przebudzenia ludzkiej świadomości, zgłębiania własnych potrzeb i sensu wielu ludzkich historii. Jedno jest pewne -jesteśmy sobie wzajemnie potrzebni i wzajemnie się od siebie uczymy, rozwijamy i zmieniamy. I to jest piękne. Dlatego ja dziękuję za wszystko, czego nauczyłam się od was, a jest sporo rzeczy, za które mogę dziękować;) Wierzę, że ludzie, którzy wciąż czują się zagubieni, pewnego dnia zrozumieją moc tajemniczych przypadkowych wydarzeń i zaczną się otwierać coraz bardziej nie tylko na rzeczy fizyczne i namacalne, ale także na te bardziej subtelne, które z jakichś powodów nas nie tylko  inspirują , ale też intrygują i zachęcają do "głębszych" poszukiwań.

Specjalnie dla Ciebie!

Hmmm, czy odtańczysz z nami taniec wygibaniec na dobry początek dnia??? Specjalnie dla Was od mojej przyjaciółki żyrafki;) codziennie rano rozpoczynamy razem dzień:)




Mam nadzieję, że uda wam się go otworzyć;)

Dla Was na dobrrrrryyyy humor! :))))

środa, 2 kwietnia 2014

Które lepsze? Pomóżcie wybrać!

Kochani! Mam do Was prośbę. Proszę was o opinię, które zdjęcie Marysi według Was będzie lepsze? Muszę podjąć decyzję, bo jak wiecie, wkrótce zbliża się I rocznica odejścia Marysi  zamówiliśmy jej biały nagrobek. Jak będzie gotowy - oczywiście go pokażę. Na razie nie chcę zdradzać szczegółów, poza tym, że będzie to biały kwarcyt.
Proszę pomóżcie wybrać;) Wy ocenicie to na pewno bardziej obiektywnie niż ja;)
Napiszcie proszę, które zdjęcie według was jest lepsze? - Marysia w kitkach, czy Marysia uśmiechnięta?

Marzenia przychodzą różnymi ścieżkami...

Czy kiedykolwiek w swoim życiu miałeś takie dni, kiedy myślałeś że gorzej już być nie może, że wszystko co robisz jest przeciwko tobie, a każdy kolejny dzień kładzie ci nowe kłody pod nogi? Czy kiedykolwiek powiedziałeś sobie, że to o czym marzysz - nie uda się, że nie dasz rady? Czy czasami uważałeś, że pewne rzeczy są niemożliwe do zrobienia, bo tak ci się po prostu wydawało, a może ktoś tobie to powiedział? - może jedna, a może kilka osób?
Ja kiedyś właśnie tak myślałam, że szczęście w realizacji marzeń jest dziełem przypadku, że niektórzy po prostu rodzą się szczęściarzami, podczas gdy inni są skazani na wiecznego pecha i żyłam w takim przeświadczeniu tak długo, aż pewnego dnia, moje życie wywróciło się do góry nogami i zrozumiałam, że bycie szczęśliwym jest kwestią wyboru, a nie przypadku! Jak powiedział William James : "Kiedy musisz dokonać wyboru i tego nie robisz - to to też jest wybór - twój wybór!"
Wtedy zrozumiałam, jak wiele potrafimy stracić tylko dlatego, że przedwcześnie coś osądzamy, że z góry uznajemy coś za stracone i niemożliwe. I właśnie wtedy nastąpił przełom. Postanowiłam wziąć odpowiedzialność za swoje życie i przeszłam długi proces zmian- które opisałam w skończonej właśnie przeze mnie książce "Odbicie". I wtedy zaczęły dziać się cuda, które dzięki determinacji, mojej pracy, odwadze, którą często musiałam się wykazać, dzięki stawieniu czoła strachowi i przede wszystkim silnemu pragnieniu i mocnej wierze w powodzenie - zaczęłam podejmować działania, przed którymi wcześniej prawdopodobnie bym stchórzyła, lub odłożyła na półkę z napisem: "marzenia". Wtedy też silne pragnienie spowodowało, że uwierzyłam w rzeczy, które wcześniej wydawały mi się niemożliwe i zaczęłam działać. I wtedy pojawiła się pomoc - sprzyjające zbiegi okoliczności ułatwiały realizację celu i potęgowały moją wiarę w jego powodzenie. I tak udało mi się polecieć do Brazylii, do Turcji na delfinoterapię z córeczką, spełniło się moje marzenie o podróży do USA, oraz ponownym pobycie w Brazylii, pragnienie dzielenia się z misją dzieci chorych, niepełnosprawnych, które przychodzą na świat - często na bardzo krótko, by tak wiele nam przekazać - także się zrealizowało w postaci nieplanowanej nigdy wcześniej "Życiowej zwrotnicy". Jest jeszcze wiele innych rzeczy, które po drodze przyszły, udowadniając, że wszystko czego pragniemy jesteśmy w stanie doświadczyć, pod warunkiem, że mamy na ten temat niezachwianą wiarę,  silne w sercu pragnienie i podejmujemy wszystkie niezbędne kroki, często tez te trudne, zniechęcające, tylko po to,  by udowodnić sobie, że jesteśmy w stanie tego dokonać. Dla każdego z nas będą to inne wyzwania i inne trudne sprawy, z którymi przychodzi nam się zmierzyć. Każdy przecież ma inny charakter , inną osobowość i inne sprawy określa mianem łatwych , czy trudnych. Jednak każdy człowiek ma marzenia, do których albo dąży i w nie wierzy, albo przygląda im się z cichą tęsknotą i od czasu do czasu obetrze je z kurzu, przywołując je w pamięci. Jeszcze za życia Marysi, pragnęłam dzielić się z ludźmi tym, czego mnie nauczyła  - choć tak trudno to przedstawić i ubrać w słowa... I stało się to w postaci chociażby moich książek, czy takich chwil jak te- kiedy zadzwoni ktoś i poprosi czy mogę przyjechać i przeprowadzić spotkanie z młodzieżą, by na podstawie mojej historii opowiedzieć im o rozumieniu znaczenia miłości, oraz poczucia szczęścia mimo trudnych życiowych spraw.. Choć zawsze pojawia się stres, w końcu to wystąpienie przed ponad 200 osobami, gdzie trzeba zaciekawić ich opowieścią, sprawić, by zaangażowali się w historię i jej przekaz - co nie jest rzeczą łatwą -to jednak zawsze daje mi to dużą satysfakcję, ponieważ jest to jedno z moich marzeń - dzielić się z innymi miłością, którą przyszło mi poznać i doświadczyć. I choć mogłabym odrzucać takie oferty, zaoszczędzając przy tym swój wolny czas, eliminując strach i stres, omijając czas na przygotowanie się do takiego 2 godzinnego wystąpienia - to jednak wiem, że jest to właśnie jedna z tych ścieżek, która wiedzie do rozwoju i poczucia wypełniania życiowej misji, jednocześnie stanowi mały odłam własnego marzenia. Nie od razu będą to przecież wystąpienia na miarę światowych dyskusji, ale właśnie poprzez małe gesty i czyny - realizujemy siebie... Dlatego wierzę, że każdy człowiek ma swoją własną misję do spełnienia, czasem potrzeba wielu lat, by ją odnaleźć i zidentyfikować, ale kiedy się tego dokona - człowiek czuje się spełniony, czego z całego serca życzę, bo to w końcu my wszyscy wnosimy wkład w życie na Ziemi i my wszyscy tworzymy naszą rzeczywistość.


niedziela, 30 marca 2014

Burza w szklance wody...

Nasz anonimowy komentator zapewne jako pierwsze po odpaleniu komputera otwiera mojego bloga, by "nakarmić" swą przesiąkniętą nienawiścią dusz - a tu coś, czego się zupełnie nie spodziewał - mój komentarz mówiący o spokoju i wybaczeniu. Więc wściekły anonimowiec rozszalał się na dobre, i sypnął 3 obraźliwe komentarze w kierunku moim i Marysi:

"Nowy komentarz do posta "Ludzki jad gorszy od żmiji?" dodany przez Anonimowy :
O Boze Cud w postaci skrzeczacej wrony bez mozgu i swiadomosi .Wiec trzymaj ja sobie pisz bzdury .Ja takiego CUDU nie chce. Ale dobrze sie bawimy czyajac te zwrotnice naszej medytatorki szamanki....Jak taki podly babsztyl moze sie wypowiadac na temat bardzo waznych spraw nie majac o tym zielonego pojecia.Na pewno zyska pani grupe kretynek co zamiast do lekarza pojda do uzdrowiciela czy babki zielarki.Taka baba medrzec to nic innego jak potworny szkodnik."

To tylko część obraźliwej treści. Postanowiłam ostatni raz do tego nawiązać, aby przedstawić istniejący w świecie kontrast- ludzi empatycznych, posiadających serce, emocje i uczucia i ludzi "pijawki" jak nasz anonimowiec, który obraża moją nieżyjącą córeczkę. Nie pozwolę obrażać Marysi, dlatego tego rodzaju docinki będą od razu wrzucane do kosza, a Ty anonimowcu po raz ostatni jesteś na "podium" mojego bloga. Widać bardzo Ci on pasuje, skoro z taką dokładnością czytasz wszystkie wpisy - nawet te sprzed wielu miesięcy. Widzisz, piszesz że : " nie chcesz takiego CUDU w postaci skrzeczącej wrony bez mózgu i świadomości" i zapewne go nie dostaniesz- bo nie zasługujesz na taką wyjątkową miłość. Wiem, że po drugiej stronie - kiedy dołączysz do mojej Marysi - będzie ci wstyd, że tak ją nazwałeś. Zapewne przyjdzie ci za to odpokutować, ale to już nie moja rola. Widzisz, takie dzieci "potworki" - jak je nazywasz -  nie trafiają w ręce  rodziców potworów, bo nie miały szansy spełniać swojej roli na ziemi i uczyć ludzi uczuć i emocji, których Ty niestety jesteś pozbawiony. Pamiętaj jednak, że los jest przewrotny i nigdy nie wiesz, czy nie spotka Cię taki lub podobny los - bo może będzie chciał, że to właśnie Ty ulegniesz jakiemuś wypadkowi i usiądziesz na wózek i w jednej chwili staniesz się "potworkiem". Zadaj sobie pytanie, czy znajdzie się ktoś, kto całym sercem będzie chciał ci poświęcić resztę swojego życia? Dlatego zanim oskarżysz jakiegokolwiek człowieka na podstawie wyglądu, bądź jego dysfunkcji - pamiętaj, że nikt z nas nie zna dnia ani godziny i zawsze możesz być na czyimś miejscu... Może właśnie to Ty sam/a potrzebujesz pomocy specjalisty - bo ja nie  mam pojęcia jaka jest przyczyna gotującej się w tobie nienawiści do mnie i mojej śp. córeczki. Życzę CI, byś odnalazł/a drogę i choć przez moment doznał/a takiej miłości jaką mi było dane poznać, a już nigdy więcej nie rzuciłbyś żadnego oszczerstwa w kierunku chorych i słabych. Niech Bóg - lub to w co wierzysz, ma Cię w swojej opiece...

piątek, 28 marca 2014

Ludzki jad gorszy od żmiji?

Nawet nie targnęła mną złość, ani zawiść, ni wściekłość. Jedynym uczuciem, gdy to czytałam był żal. Żal do autora tychże słów. Żal i politowanie do kogoś, kto z takim jadem rzuca oszczerstwa nie mając pojęcia o tym co pisze. I tak jak mawiał Jezus: "Ojcze wybacz im, bo nie wiedzą co czynią" , tak ja wybaczam autorowi tych jadowitych oszczerstw. Widzisz anonimowy autorze, który systematycznie obrzucasz mnie błotem- ja mam odwagę pisać ze świadomością, że nie zostanę zrozumiana  i wcale się nie dziwię, bo kiedyś też brzmiało to dla mnie jak fikcja, ale Ty w przeciwieństwie do mnie - nie potrafisz się ujawnić, nawet podać swojego imienia. Nie zależy mi na tym, bo już ci wybaczyłam, pomimo iż nazwałeś/łaś moją śp. cudowną córeczkę skrzeczącym potworkiem, to i tak Ci wybaczam, bo nie masz pojęcia o czym mówisz. Zanim odpowiem na resztę twoich zarzutów - pozwól, że zacytuję ostatnią twoją wypowiedź, bo prowadząc bloga nie ma się tylko przyjaciół - ale taka już moja misja;) to życie...
więc, nawiązując do twoich słów:
"
kiedy ty kobieto przestaniesz bredzic bziola medytacje pierscienie Atlantow wiosenny deszczyk skojarzy ci sie z siusianiem Marysi w niebie gusla czry zabobony delfinoterapie ktorych rezultatem byl wroni skrzek potworka.Zajmij sie pozostala 2ka dzieci i mezem no i oczywiscie mogilka przyozdobiona jak na jarmarku i zamknij tego bloga.Tym samym ocalisz glupcow co kupia twoja ksiazke
 
powiem Ci, że jestem szczęśliwa, prawdopodobnie zupełnie odwrotnie jak Ty , który/a całą swoją złość wylewasz anonimowo w Internecie. Nie muszę posłuchać Twoich rad, tak jak Ty, nie musisz kupić mojej książki - choć biorąc pod uwagę fakt, że oglądasz z zaciekawioną nienawiścią wszystkie moje zdjęcia - i mogiłkę Marysi "przyozdobioną jak na jarmarku "- jak się domyślam  chodziło ci o urodzinowe baloniki, i oglądasz wszystkie moje video na youtube - i ten, gdzie po delfinoterapii Marysia podarowała nam najpiękniejszy dla naszych serc szczery uśmiech miłości, którym nazywasz "wronim skrzekiem potworka" - to wbrew twoim poradom o zamknięciu bloga - nie uczynię tego, bo czym będzie się karmić twoja spragnione krwi jadowite zęby? Moja książka będzie kontrowersyjna - choć jeszcze długa droga do wydania i może być dla Ciebie świetną pożywką. Ale wiesz, dzięki takim ludziom jak Ty - jeszcze bardziej doceniam to, co mam i to czego mogłam doświadczyć dzięki mojemu najsłodszemu "potworkowi", który był najlepszą rzeczą, jaka mnie w życiu spotkała! Marysiu jestem ci wdzięczną i dzięki Tobie z radością wybaczam takim ludziom jak ten przesiąknięty nienawiścią do Ciebie i do mnie anonimowy komentator. Powtórzę raz jeszcze: Wybaczam Ci i dziękuję, że ja jestem świadoma cudu, który doświadczyłam, a czego Ty niestety nie potrafisz objąć umysłem. Dziękuję za to zrozumienie....